wtorek, 23 czerwca 2015

Ryan Knighton - Zapiski niewidomego taty

3
Autor : Ryan Knighton
Tytuł :  Zapiski niewidomego taty
Stron : 288
Gatunek : Biografia
Tłumaczenie : Anna Nowak

Czy próbowaliście kiedyś w dzieciństwie zamknąć oczy i próbować poruszać się używając wszystkich innych zmysłów oprócz wzroku? Po chwili już otwieramy oczy, bo nawet trasa którą przemierzamy kilka razy dziennie, będzie dla nas wyzwaniem. A jak przygotować sobie coś do jedzenia, wykąpać się, czy znaleźć drogę do łóżka? Dla zdrowych ludzi są to czynności, które robimy codzienne, bez większego zastanowienia, przez co nie potrafię sobie wyobrazić jak radzą sobie na co dzień, ludzie niewidomi, którzy nie mają możliwości otworzenia oczu i podejrzenia co się dzieje wokół. Wyzwaniem jest poradzenie sobie z pozoru najprostszymi rzeczami, a bohater musi zmierzyć się z najodpowiedzialniejszą życiową rolą - wychowaniu dziecka - polegając jedynie na swojej intuicji.

Wydaje mi się, że rola rodzica jest najodpowiedzialniejszą rzeczą przez jaką przechodzą ludzie, gdzie zaczynany myśleć nie tylko o sobie, ale i o dziecku, które jest skazane na naszą opiekę i kiedy rodzic popełni błąd w wychowaniu ucierpi również maluch. Tylko jak podejść do tego kiedy samemu nie jest się pewnym swoich ruchów i poczynań? Kiedy sami możemy nieświadomie zrobić sobie krzywdę, a co dopiero niemowlęciu, które dopiero zaczyna swoją drogę przez życie, gdzie najmniejszy uraz może poważnie skrzywdzić maleńkie ciałko. Jednak nic nie stanie na przeszkodzie miłości rodzicielskiej, kiedy chęć poznania i dotknięcia swojego dziecka bierze górę. Ryan choruje na mutacje genetyczną które pozwala mu jedynie zobaczyć od czasu do czasu zarys przedmiotu, bądź osoby na która patrzy, która i tak po chwili zamazuje się tworząc mgłę. Jego oczami staje się żona, która niezmiernie pomaga mu w kroczeniu przez życie. W wieku 18 lat zaczyna stopniowo tracić wzrok, przez co po kilku latach nie jest w stanie wyjść z domu bez białej laski, która staje się jego oczami. Teraz staje w obliczu rodzicielstwa

Ani ja, ani nikt z moich najbliższych nie posiada dzieci, także nie mogę rzetelnie wypowiedzieć się na temat wychowania, ale jestem tego stuprocentowo pewna, że nie jest to łatwa sprawa w szczególności jeśli jest to w dodatku pierwsze dziecko, gdzie młodzi rodzicie jeszcze nie do końca wiedzą co zrobić z takim maluchem, żeby mu dogodzić. Niesamowicie podziwiam Ryana za odwagę i zaparcie jakie wykazał. Nie jedna osoba nie podołała by presji, jaką kładzie życie bez możliwości patrzenia na to co dzieje się wokoło i wychowywania dziecka.

Książkę czyta się szybko i całkiem przyjemnie. tekst pisany w łatwy w odbiorze sposób. Największą uwagę skupia jednak okładka, która przedstawia noworodka wtulonego w męskie ramię czyli obraz który potrafi rozczulić nie jedną kobietę. Po fenomenalniej okładce spodziewamy się również takiego samego wnętrza. No cóż, nie jest one złe, ale też nie powala na kolana, dlatego nie dastanie ode mnie najwyższej oceny. Pamiętajmy jednak o tym że książka nie jest fikcją literacką, a historią którą napisało życie, tak więc nie spekuluje tego że historia była mało ciekawa,  ale sam sposób pisania nie wywarł na mnie takiego wrażenia jakiego się spodziewałam, co również odzwierciedliło się na czas czytania.

Moja ocena : 7/10
Czytaj dalej »

wtorek, 9 czerwca 2015

Przegląd majowy w połowie czerwca :D

4
Przez jakiś czas prowadziłam co miesięczne zestawienie, dotyczące tego co robiłam w danym miesiącu. Niestety przez ostatnich parę miesięcy zaniedbałam ten zwyczaj. Tak wiem, wiem że już jest prawie połowa czerwca, ale no cóż :P

W maju nie przeczytałam wiele książek, także nawet nie mam się czym pochwalić,bo liczba 3 nie jest niczym spektakularnym ( z czego recenzja jednej z nich cały czas się produkuje :)), ale ku mojemu zaskoczeniu każda z nich jest autobiografią. Tak zaskoczeniu, bo rzadko zdarza mi się czytać o czym jest książka :P Zazwyczaj opieram się na ocenach innych, z czego niestety często się zawodzę, bo to co podoba się komuś nie zawsze musi podbić moje serce. Zazwyczaj po prostu chwytam książkę w ręce i zaczynam czytać i albo mi się spodoba albo nie.

Tak więc w kilku zdjęciach przedstawię wam jak minął maj.


Uwielbiam mój czytnik. Czytanie na nim do sama przyjemność :) Szkoda tylko że w ostatnim czasie używam go co raz to mnie z powodu braku czasu. :(


Zdjęcie miesiąca. Wykonałam je na krótkim spacerze nad wodą. Stylowa doniczka w bucie. Zazwyczaj na piesze wycieczki zabieram ze sobą aparat z myślą, że a nuż trafi się jakiś ciekawy kadr. Czasem wracam z niczym, ale dla niektórych ujęć warto podźwigać torbę z aparatem.


Maj był miesiącem muffinek. Jakiś czas temu zakupiłam blachę do wypieku babeczek i od tego momentu  nie mogę opanować się przed niewypieczeniem kolejnej porcji :D Na zdjęciu prezentują się bananowo-czekoladowe, chyba jedne z najlepszych jakie dotychczas upiekłam. Muffinki mają ogromny plus - bardzo ciężko je popsuć, przez co nawet mi osobnikowi niekuchennemu wychodzą idealnie :)

Biegające wiewiórki są u mnie standardowym elementem krajobrazu każdego parku. :) Nie brakuje tutaj również królików, które są rozmiarów naszych miniaturek które hodujemy w domach. Tych niestety jeszcze nie udało mi się uchwycić, mimo tego że w tym okresie jest ich mnóstwo, w szczególności przy drogach, gdzie bezkarnie skubią sobie trawkę :) 


 Piękna pogoda prawda? Niemalże identycznie wyglądał cały miesiąc. Żyć nie umierać. Niestety mimo 2 bank holiday ' ów które są dniami wolnymi od pracy nie mogliśmy się nigdzie wybrać, bo pogoda za każdym razem dawała się we znaki, psując wszystkie plany.


 A tak wyglądał pierwszy dzień czerwca. W gratisie ulewa i wietrzysko. Piękna listopadowa pogoda.


 Po smutnym akcencie pogodowym, metka która znalazłam przy bluzie, ot tak gdyby ktoś nie wiedział, co ma zrobić z brudny ciuchem. 




Czytaj dalej »

piątek, 22 maja 2015

Mark Johnson - Spisany na straty

2
Autor: Mark Johnson
Tytuł : Spisany na straty
Tytuł oryginału : Wasted
Stron : 428
Gatunek : Literatura faktu
Tłumaczenie : Magda Osip - Pokrywka




Po tę książkę sięgnęłam bez uprzedniego zapoznania się z treścią, jedynie po spojrzeniu na okładkę, gdzie moim oczom ukazała się skrzywiona przez smutek mina chłopca, która utwierdziła mnie w przekonaniu, że jest to jedna z tych książek, w której opisuje się udręczone życie dzieci, które poprzez warunki panujące w rodzinnym domu, były zmuszone trafić do rodziny zastępczej, czy domu dziecka. Poniekąd, aż tak się nie pomyliłam, jednak nie spodziewałam się, że historia potoczy się w tym kierunku.

Wychowałam się na podwórku z różnymi dzieciakami, które pochodziły z domów biedniejszych, wielodzietnych, ale i też z dobrych domów, gdzie nigdy nie było problemów z pieniędzmi. Jako dziecko z każdym zagrało się z piłkę, czy pobawiło w chowanego, kto ci nie robił krzywdy. Mimo tego, nigdy nie spotkałam się z alkoholem czy tym bardziej z narkotykami w wieku, gdzie powinno się mieć w głowie samochodziki, gry i przede wszystkim naukę. Mark pierwszy raz posmakował alkoholu w wieku 8 lat, a gdy miał 11 spróbował heroiny. Nieustanne problemy w szkole i z rówieśnikami były dla niego codziennością. Nie potrafił zrozumieć granicy pomiędzy dobrem a złem, ale co się dziwić, gdy w domu musiał żyć z ojcem tyranem. Szybko dostaje łatkę przestępcy i trafia do więzienia. Narkotyki stają się jego codziennością, a po jakimś czasie ulica domem.

Od jakiegoś czasu mieszkam w Anglii, przez co na co dzień widzę jak żyją tutaj ludzie, jak się ubierają i jakie panują tutaj zwyczaje. Mieszkam co prawda w małym miasteczku, ale i tutaj nie brakuje dziwnych ludzi. Gdy wyjdzie się na ulicę widzi się nastolatki ubrane w tak podobne do siebie ciuchy , że wyglądają niemal tak samo, a dziewczyny kopiują jedna drugą, nie zapominając już o pełnym makijażu w  wieku 10 lat. Spacerując po ulicach niejednokrotnie idzie wyczuć charakterystyczny zapach marihuany, wydobywający się z pouchylanych okiem w mieszkaniach, czy od rozluźniających się przechodniów. Tutaj to standard.
Życie Marka od samego początku nie było usłane różami. Urodził się w West Midlands w Anglii i od najmłodszych lat obserwował jak ojciec znęca się nad matką, zastraszając również jego i rodzeństwo. Myślenie takiego dziecka już  wtedy obraca się w kierunku przetrwania. Zaczyna obsesyjnie kraść, popadając w kleptomanię i wyżywać się na kolegach ze szkoły oraz podwórka. Biernie obserwujemy dorastanie chłopaka i uczestniczymy w jego upadku, kiedy zaczyna pogrążać się w wszelkiego rodzaju używkach, które wykańczają go nie tylko fizycznie, ale i psychicznie. Przez długi czas Mark nie potrafi się nawet przyznać do tego, że jest uzależniony. Nie był ćpunem, bo nie kradł, aby zdobyć na kolejną działkę, nie brał w żyłę, czy nie był bezdomny. Zaliczając kolejne kamienie milowe zaczyna w końcu rozumieć, że nie panuje nad narkotykami. Po pierwszych odwykach na jakich był, nawet możemy stwierdzić, że wcale nie chciał przestać brać, tylko żyć pod przykrywką "czystego".Dopiero poprzez ważne życiowe wydarzenie zaczyna poważnie myśleć o zerwaniu z heroiną.
Książka jest zbiorem przerażających opisów, tego co poniektórzy sami sobie fundują i to za grube pieniądze. Nie potrafię zrozumieć co ciągnie ludzi do cracku, hery czy innych narkotyków, które zaliczają się do silnie uzależniających jak i silnie wyniszczających organizm. Nigdy nie miałam okazji rozmawiać z narkomanem, ale ta książka pozwoliła mi zrozumieć jak czuje się osoba uzależniona i dlaczego tak trudno jest wyjść z tego nałogu. Jednak mimo tych przerażających opisów, książka daje ogromną nadzieje, dla tych którzy mimo tego że upadli juz na same dno mogą się jeszcze od niego odbić i żyć normalnie. Ogromnie podziwiam odwagę Marka za to, że potrafił w tak bezpośredni sposób opisać swoje życie, oby były one przestrogą dla innych.

Moja ocena : 9/10
Czytaj dalej »

piątek, 15 maja 2015

Musab Hasan Jusuf - Syn Hamasu

2
Autor : Musab Hasan Jusuf
Tytuł : Syn Hamasu
Tytuł oryginału : Son of Hamas 
Stron : 288
Gatunek : Literatura faktu
Tłumaczenie : Anna Kurzępa





Chyba każdy z nas widział kiedyś zdjęcia, czy krótkie filmiki przedstawiające Irańskie czy też Pakistańskie dzieci, czasami nawet bardzo małe, zaciskające w rękach broń zamiast misia, który powinien być ich atrybutem w tym wieku. Niestety kiedy my śpimy we własnym łóżku, korzystamy ze wszelkich dóbr techniki, zasiadając codziennie przy komputerze stawiając obok siebie świeżo  zaparzoną herbatę, no bo przecież każdy z nas ma dostęp do prądu, gazu, czy czystej bieżącej wody, tam codziennie giną ludzie. Czasem nawet nie jesteśmy w stanie pojąć jak żyją ludzie, którzy muszą zmagać się z wieloletnią wojną. Niesprawiedliwe co? Ja też tak myślę i nie potrafię zrozumieć sensu walki w której giną zazwyczaj niewinni ludzie, nie tylko mieszkający w regionie objętym wojną ale i żołnierze będący na misji z różnych końców świata.

Tytuł książki " Syn Hamasu" jest dosłownym odzwierciedleniem statusu społecznego głównego bohatera. Jest nim Musab Hasan Jusuf, syn założyciela Hamasu, dzięki czemu od najmłodszych lat obserwuje działalność szajcha Hasana Jusufa, co wskazuje na iż zajmie miejsce ojca. Jednak gdy dorasta sam decyduje się na działalność polityczną, jednak zwróconą w trochę innym kierunku.

W książce zostaje poruszonych wiele kwestii, których my możemy do końca nie pojmować, bo wychowaliśmy się w innym świecie, bez przemocy i nieopuszczającego strachu o siebie i własną rodzinę. Niektóre sytuacje opisywane są przerażające i kompletnie dla mnie niezrozumiałe. No bo jak można być dumnym z tego, że syn czy córka popełnili samobójstwo, wysadzając nie tylko siebie, ale i zabijając i raniąc niewinnych ludzi? Czy na prawdę jest czym się chełpić? Według mnie są to totalna głupota, której idei chyba nigdy nie zrozumiem i chyba nawet nie będę próbowała tego zrobić. Jak scharakteryzować postać Hasana, określić go jako zdrajcę, czy może bohatera? Jest osobą która wyrzeka się tego, co wpajano mu od dziecka do głowy, aby żyć w zgodzie ze sobą i własnym sumieniem. W pewnym momencie zaczyna zauważać luki we własnej religii i zaczyna czytać Biblię, którą nie zupełnie świadomie popiera. Podkreśla ogromny kontrast pomiędzy Jezusem Chrystusem, który nawołuje, aby kochać swojego bliźniego i potępia nienawiść, a tym co zawiera okrutny Koran propagujący przemoc, który nie jednoczy a dzieli a morderstwo nie jest niczym złym. Zaczyna zauważać, że życie nie polega jedynie na wielbieniu swojego boga w postaci całkowitego oddania, który nie wyklucza również oddania samego siebie w ofierze. Czym że jest zabijanie dla poglądów, każdy przecież powinien mieć prawo do posiadania własnego zdania. Jednak na pewno nie w tym świecie. Całe szczęście autor nie zamieścił w książce dokładniejszych opisów skutków różnych akcji przeprowadzanych przez organizacje, bo tekst byłby zdecydowanie bardziej przerażający.

Jest to kolejna biografia z kolei po którą sięgnęłam, równie dobra i równie poruszająca. Przedstawia kolejną ciężką historię osoby, która mogłaby potoczyć się zupełnie inaczej, gdyby tylko urodził się w innym państwie. Po raz kolejny przekonałam się jak bardzo powinno się doceniać to co się ma, bo mogliśmy trafić zdecydowanie gorzej.

Moja ocena : 8/10
Czytaj dalej »

czwartek, 30 kwietnia 2015

Gillian Flynn - Zaginiona dziewczyna

5
Autor : Gillian Flynn
Tytuł : Zaginiona dziewczyna
Tytuł oryginału : Gone girl
Stron : 652
Gatunek : Sensacja
Tłumaczenie : Magdalena Kołodziej






Od pewnego czasu na blogach przewija się książka o tytule " Zaginiona dziewczyna", czyli kolejny bestseller, który podbił serca czytelników. Po samym tytule można pomyśleć że zabieramy się za jakiś trzymający w napięci kryminał, jednak autor nas zaskakuje nas zupełnie innym pomysłem na dobrą historię. Tylko czy na pewno na tyle dobrą, żeby porwać aż tyle czytelników? Już kiedyś opisywałam swoje rozmyślania na temat bestsellerów,  czy są aż takie dobre, żeby mogły być nazywane mianem najlepiej sprzedających? Czy też może mamy niższe wymagania i zabieramy się za to co napisane prosto i bez zbędnych utrudnień, ciężkich tematów które za bardzo będą zawracać nam w głowie i nie będą pozwalały nam się zrelaksować przy czytaniu ?

W dniu piątej rocznicy ślubu znika jak kamień w wodę Amy, a pierwszym podejrzanym który jest brany pod lupę zostaję jej mąż Nick. Zaczynają pojawiać poszlaki, które szokują i jeszcze bardziej pogrążają mężczyznę. Ten znów upiera się, że nie jest zabójcą. Więc co tak na prawdę stało się z Amy i skąd wszystkie dowody obciążające Nick'a?

Zazwyczaj podczas czytania zaczynamy przywiązywać się do któregoś z bohaterów, darzyć go sympatią, albo na odwrót, zaczynamy nim gardzić. Czasami zdarza się nawet, że utożsamiamy się z postacią, porównując nasze własne uczucia i przemyślenia. W książce autor daje nam możliwość poznania obydwojga bohaterów, poprzez osobiste zapiski Amy zamieszczone w zostawionym przez nią dzienniku, jak i komentującego na bieżąco sprawę Nick'a. Czytając " Zaginioną dziewczynę" na początku darzyłam dużą sympatią i współczuciem Amy, jako osobę skrzywdzoną, żyjącą w niekoniecznie szczęśliwym związku, jednak im bardziej autor rozwijał, akcję moją zagorzała sympatia zaczęła przygasać. Zaczynamy poznawać bohaterów, przez co u mnie niektóre przewinienia jednej i drugiej strony zaczynają tracić na sile, gdy na jaw zaczynają wychodzić nowe jeszcze gorsze fakty.
Książka jest dopisana do gatunku kryminał, jednak nie zgodziłabym się z tym. Dobry kryminał powinien charakteryzować się napięciem, być krwisty, a jeszcze lepiej jak w wątek wplecione są jakieś zwłoki, a przede wszystkim powinien mieć ciekawą zagadkę. W tym wypadku mogłabym jedynie nazwać ten tytuł jako zaledwie namiastkę kryminału, bo jednak obyło trochę krwi, jakaś tam zagadka do pewnego momentu była,  napięcie znikome, ale było. Ale czy można nazwać ją mianem kryminału? Jednak bardziej skłoniłabym się do określenia sensacja.Fabuła moim zdaniem w niektórych momentach jest przesadnie przeciągana, przeładowana nieistotnymi faktami, które niewiele wprowadzają do rozwijania się akcji. Dodatkowo niektóre rozdziały są napisane w sposób trochę irytujący, gdzie zwykły czytelnik może zadawać sobie pytania, jakim cudem bohaterce udało się nigdzie nie potknąć i popełnić żadnego błędu, przez co cała fabuła zaczyna sprawiać wrażenie aż nadto nierealnej. Brakuje tylko kosmitów, które wciągają Amy na swój statek nie zostawiając przy tym żadnych podejrzanych śladów. Nie powiedziałabym, że jest to książka czytana jednym tchem, sama czytałam ją dosyć długo, podejrzewam, że głównym powodem była presja czasu, który czasami ucieka nieubłaganie, ale z drugiej strony, gdyby lektura wciągnęła mnie wystarczająco robiłabym wszystko, aby tylko czytać, a jednak tak się nie stało. Jednak mimo wszystko uważam nie straciłam kilku godzin na czytanie. Czytałam już gorsze książki :P Było to moje pierwsze spotkanie z tą autorką i nie zaprzeczam że ostatnie, z nadzieją że kolejne będę lepiej wspominać.

Moja ocena :  6,5/10
Czytaj dalej »

niedziela, 19 kwietnia 2015

Christel Zachert, Isabell Zachert - Spotkamy się kiedyś w moim Raju

1
Autor : Christel Zachert, Isabell Zachert
Tytuł : Spotkamy się kiedyś w moim Raju
Tytuł oryginału : Wir treffen uns wieder in meinen Paradies
Stron : 188
Gatunek : Biografia



Jest wiele książek o podobnej tematyce z jaką zmierzamy się w "Spotkamy się kiedyś w moim raju". Większość z nich to biografie, które zazwyczaj wprawiają w melancholie, bo niestety rzadko zdarza się w nich szczęśliwe zakończenie. Wydaje mi się, że w księgarniach można spotkać o wiele więcej książek opisujących życie osób, które przegrały walkę z nowotworem, niż tych które mogą cieszyć się wygraną.  Nowotwory w naszych czasach to choroba niezwykle powszechna,i internecie czy w prawdziwym życiu bombarduje nas informacjami o zachorowaniach, czy śmierci osób które poddały się walce. Jest to jedna z chorób, która powoduje u nas największe dreszcze przerażenia, przez co za wszelką cenę chcemy uchronić się przed jej sidłami. Aby każdemu z nas się tak udawało!

Książka jest pisana w formie pamiętnika, którego autorką jest Isabell, gdzie swój komentarz zostawia również jej matka, która aktywnie uczestniczyła w chorobie swojego dziecka, wspierając ją i bezradnie patrząc jak po cichu gaśnie w niej życie. Szesnastoletnia dziewczyna trafia do lekarza z powodu niespotykanych u niej nigdy wcześniej duszności. Po kilku badaniach diagnoza powala wszystkich na kolana - nowotwór w końcowym stadium rozwoju. Od tego momentu zaczyna się walka na śmierć i życie. Wszelakie próby leczenia niestety nie dają większych rezultatów.

Mówiłam to już nie raz jakim ciężkim zadaniem jest ocenianie książki którą napisało życie, to niemal jak grzebanie w czyiś postanowieniach i podważanie ich, czy podjęte decyzje były dobre czy może i nie. Za każdym razem kiedy czytam, czy w mediach, czy też w książkach, bądź sama widzę tak młodych ludzi którzy muszą zmierzyć się chociażby z samą myślą o śmierci, bo ich stan zdrowia jest już na tyle beznadziejny, aż chce mi się krzyczeć z bezsilności. Niezliczone ilości razy zadawałam sobie pytanie, kiedy w końcu ktoś odnajdzie uniwersalny lek na to choróbsko, które zabrało już z tego świata tyle ludzi. Niestety nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie.   Dojrzałość jaką prezentuje 16-letnia Isabell, przygotowując siebie jak i swoich najbliższych na nieuniknioną i zniżającą się wielkimi krokami śmierć, jest godna podziwu. Oczywiście nie jest to książka na nudne popołudnie, gdzie mamy zamiar się odprężyć i zapomnieć o swoich problemach. Tematyka jest dołująca, przez co nawet po odłożeniu książki na półkę zmusza nas do refleksji, nie tylko nad chorobą tak młodej dziewczyny, ale i nad własnym życiem.  W lekturze nie znajdujemy też szeregu opisów choroby, postępowania a tym bardziej skutków, żadnego użalania się nad sobą, przez co jeszcze bardziej podziwiam Isabell za optymizm i pogodę ducha.Najgorszą rzeczą jaka do nas dochodzi podczas czytania jest fakt, że doskonale wiemy jak zakończy się nasza lektura i to, że czytamy ostatnie zapiski umierającej osoby. Książka zawiera osobiste listy, które Isabell pisała do swoich najbliższych, które moim zadaniem są niesamowicie cenną pamiątką. Uważam, że od czasu do czasu ( z podkreśleniem żeby nie robić tego za często, ponieważ nie wprawiają one w dobry nastrój) warto przeczytać książkę o podobnej tematyce, aby nauczyć się inaczej patrzeć na otaczający nas świat i nauczyć się bardziej cieszyć z tego co mamy.

Moja ocena : 8/10
Czytaj dalej »

poniedziałek, 30 marca 2015

Joe Hill - NOS4A2

9
Autor : Joe Hill
Tytuł : NOS4A2
Tytuł oryginału : NOS4A2
Stron : 752
Gatunek : Horror




Zawsze chętnie zabieram się do czytanie thrillerów czy horrorów, a nawet czasami fantasy, szczególnie takich, które wywołują dreszczyk emocji. Dlatego własnie lubię czytać Kinga, który chyba jeszcze ani razu mnie nie zawiódł. Od pewnego czasu zaczęły pojawiać się na półkach księgarń książki Joe Hilla, który obraca się w podobnej tematyce i charakterystycznym stylu dla King. Jak się okazało ukryty za nazwiskiem Hill to nikt inny niż syn " Króla" horroru. Tematyka podobna, prosty i bezpośredni tekst różnie, ale czy to wpłynęło w jakikolwiek sposób na odbiór książki ? Mimo tylu podobieństw tekst jest nadal godny zapoznania.

Chyba każdy by chciał mieć moc przenoszenia się w przestrzeni, szczególnie dzieci. Kiedy poznajemy Vic ma ona zaledwie kilka lat i to właśnie ona dostaje tą tajemniczą moc. Dzięki swojemu rowerkowi odkrywa most " Krótsza droga", dzięki któremu może przemieszczać się setki a nawet tysiące kilometrów dalej, w zaledwie kilka sekund, przez co zaczyna dawać upust swoim problemom.  Jednak beztroskie korzystanie z " Krótszej drogi" nie pozostaje bez konsekwencji. Po jakimś czasie kiedy Vic dorasta szufladkuje swoje wspomnienia jako wymyślone i nierealne, jednak kiedy postanawia sobie udowodnić że most nigdy nie istniał, nie musi go długo szukać, bo ten pojawia się przed nią. Trafia ona wtedy w sidła Charliego Manxa, którego celem życiowym jest ratowanie dzieci dręczonych przez swoich rodziców. Brzmi bardzo bohatersko, jednak w praktyce dzieci nigdy nie wracają do swoich domów rodzinnych, tylko trafiają do " Gwiazdkowej krainy", w której zostają dziećmi na wieczność, zamieniając się w żądne śmierci zombie. Pierwsze spotkanie Vic z Upiorem kończy się wygraną, jednak na pewno nie będzie to ostanie spotkanie.Tylko jak skończy się kolejne?


Joe Hill nie dorobił się jeszcze tylu książek co ojciec, bo zaledwie 3 powieści i kilkanaście opowiadań, jednak jest to już druga lektura po którą sięgnęłam i nie żałuje. Podczas czytania pierwszej z nich - " Pudełko w kształcie serca" - wiedziałam już, że jest to pisarz godny mojej uwagi. Jedna z nich dorobiła się już ekranizacji, ale " Rogi" bo to o nich mowa, są jeszcze przede mną, ekranizacja jak i książka czekają cierpliwie w kolejce. Ale co do NOS4A2. Książka podzielona na rozdziały i podrozdziały, które nie są ani za krótkie ani za długie, przez co nie zdążymy się znudzić przeciągającym wątkiem, zważywszy na to że książka ma dość spore rozmiary. Zdarza mi się czasami czytać jakąś książkę, ale kiedy ktoś zada mi pytanie o tytuł w głowie mam czarną dziurę, mimo tego, że tekst potrafię bezproblemowo streścić.  W tym przypadku było podobnie, za żadne skarby nie potrafiłam zapamiętać tytułu, wiedziałam że są to tablice samochodowe jednak nie potrafiły mi one utkwić w pamięci, do momentu kiedy samo znaczenie nie zostaje wytłumaczone w książce. Otóż Nosferatu, ma swoje drugie dno, możemy tłumaczyć te słowo jako wampir, który jest odniesieniem do Upiora, czyli starego Rolls Royca, jak i tego co dzieje się z dziećmi, które wsiadają do samochodu. Czyta się bardzo dobrze i całkiem szybko. Jedynym elementem który trochę mnie drażnił była niezniszczalność Vic, która pobita, sponiewierana na wszelkie sposoby, nadal potrafiła podnieść się na nogi i walczyć. Ok, spoko rozumiem, że kiedy ludzie mają cel do wykonania, na śmierć i życie potrafią wykrzesać z siebie na prawdę dużo energii, jednak tutaj Hill moim zadaniem za bardzo fantazjował. Powieść jest połączeniem fantasy i horroru, nie brakuje tutaj cukrowego śniegu i cudownej krainy, ale i dzieci z zestawem haczykowatych zębów, które śpiewają kolędy do słuchawki telefonu nie są niczym dziwnym. Wszystkie te elementy są połączone w wyśmienitą całość, którą można delektować się godzinami. Mam nadzieje że i ta książkę będę miała okazje obejrzeć na dużym ekranie, bo naprawdę jest tego warta.

Moja ocena : 9/10
Czytaj dalej »

niedziela, 15 marca 2015

Celine Raphael - W niewoli ambicji

1
Autor : Celine Raphael
Tytuł : W niewoli ambicji
Tytuł oryginały : La demesure
Stron : 240
Gatunek : Biografia





" W niewoli ambicji" praktycznie od samego początku skojarzyło mi się z serią programów, które jakiś czas temu leciały w telewizji ( a może i nadal lecą, nie orientuje się ) na temat kilkuletnich a nawet kilkumiesięcznych modelek zachęcanych, a zazwyczaj wydaje mi się zmuszanych przez swoich rodziców do występowania na pokazach. Doliczając do tego koszty samego wpisowego, nie pomijając solarium, malowania paznokci i innego kosmetycznego upiększania, dodając do tego super drogie stroje, a wszystko po to aby mama, czy tata byli szczęśliwi, a dziecko, no cóż nie koniecznie. Niestety tak jest kiedy rodzicie próbują spełniać swoje marzenia kosztem dzieci. Podobna sytuacja została przedstawiona na kartach tej książki, tylko tym razem padło na fantazje muzyczne w których główną rolę gra fortepian.

Książka opowiada historię Celine na przestrzeni kilku lat, gdzie poznajemy ją jako 2 latka, która zaczyna swoją przygodę z grą na fortepianie. Na początku jeszcze można było nazwać to przygodą, niestety w bardzo krótkim czasie przerodziło się to w " drogę przez mękę". 8 godzinne ćwiczenia, odbywające się codziennie, nie zależnie do samopoczucia czy innych czynników mogłoby zwalić z nóg każdego. Ma 8 lat kiedy wygrywa swój pierwszy konkurs, który tylko chwilowo zaspokaja ambicje ojca. Z biegiem czasu ojciec zaczyna pozwalać sobie na coraz to drastyczniejsze kary za popełnienie najmniejszego błędu, zabraniając jeść, izolować czy wymierzać kary cielesne. Nikt nie potrafi jej pomóc, dlatego w wieku 14 lat w końcu bierze sprawę swoje ręce i przerywa swoje męczarnie, zgłaszając sprawę do prokuratury, po czym nawet wizja tułaczki po domach dziecka, czy rodzinach zastępczych wydaje się lepszą wizją dalszego życia. 


Niesamowicie cieszę się z tego że mam możliwość wypowiedzenia swojego zdania i podążania tą ścieżką którą sama sobie wyznaczę. Nie potrafię sobie wyobrazić, kiedy teraz nagle zaczyna mi ktoś dyktować co mam robić i jakie wybory podejmować, może dlatego że jestem już starsza niż bohaterka książki i nie jestem już tak podatna na sugestie. Im jesteśmy młodsi tym łatwiej nami rządzić. Problem poruszany w " W niewoli ambicji" jest powszechny, może nie zawsze się o tym mówi głośno, dlatego tym bardziej ciężko jest czytać takie historie, które streszczając czyjeś życie. Ludzie z dobrych domów zazwyczaj utożsamiani są z rodziną idealną, gdzie pieniądze nie są problemem, dzieci mają wszystko, markowe ubrania, czy sprzęt z wyższej półki, przez co nikomu do głowy nawet nie przychodzi, że życie w takim domu nie zawsze jest tak perfekcyjne, no bo przecież tylko w domach biednych i patologicznych może tylko dziać się krzywda. Niesamowicie podziwiam Celine za wytrwałość i cierpliwość, ale i za walkę o samą siebie.Jest to książka, z którą na prawdę warto się zapoznać.

Moja ocena :  8/10
Czytaj dalej »

sobota, 28 lutego 2015

Bill Bass, Jon Jefferson - Trupia farma

5
Autor : Bill Bass, Jon Jefferson
Tytuł : Trupia farma
Tytuł oryginału : Death's Acre
Stron : 344
Gatunek : Literatura faktu



W ostatnim czasie zrobiłam sobie małą przerwę w blogowaniu. Jakoś brakło mi czasu a przede wszystkim chęci i weny do pisania. Tak więc odcięłam się od blogowego świata prawie na miesiąc, odwiedzając nawet w tym czasie Polskę, dając w ten sposób odetchnąć sobie od codzienności. Oczywiście fakt, że nie odzywałam się przez tak długi czas nie oznacza, że zaprzestałam również czytania. Tak więc zapraszam do czytania recenzji jednej z ostatnich przeczytanych przeze mnie pozycji.

Uwielbiam medyczne wątki, nie ważne czy pojawiają się w filmach, serialach ( Chirurdzy ! :)) czy książkach, nawet jeśli nie czytałabym ich dla przyjemności a w celach edukacyjnych. "Trupia farma" może nie koniecznie porusza wątki wspomagające zdrowie człowieka, a raczej anatomię i to dogłębną. Otóż tak mówi tytuł, autor książki nie zajmuje się leczeniem ludzi, a odkrywaniem zagadek jakie ciała z raczej zwłoki, czasami porzucone na bezdrożach skrywają. Temat jest dość intrygujący i nie jestem pewna jak na niego zareagują osoby o słabych żołądkach. Według mnie temat jest niesamowicie ciekawy i wyczerpująco opisany, dzięki czemu  czyta się z przyjemnością a i przy okazji dowiadujemy się kilka ciekawych faktów o naszej anatomii. Jednak jeżeli ktoś liczy na to że książka zawiera wyłącznie opisy zwłok ludzkich, będzie musiał się trochę zdziwić a i może podjąć próbę utrzymania zawartości żołądkowej na miejscu, ponieważ nieodłącznym obiektem, który zamieszkuje rozkładające się zwłoki jest larwa muchy plujki, czyli czerw. Otóż według mnie czerwie są jednymi z najobrzydliwszych owadów jakie można spotkać, ale czytanie o nich nie wywołuje u mnie, aż taki gwałtownych reakcji jak patrzenie na nie. Okazuje się, że maleńkie i jakże obrzydliwe robaczki są przyjaciółmi antropologów, którzy dzięki nim często są wstanie określić czas zgonu ofiary. Procesy jakim poddane są zwłoki w celu określenia wielkiej czwórki, czyli rasy, wieku, wzrostu i płci są bardzo dokładne, począwszy od wygotowywania resztek tkanki z kości, po wyszukiwanie najmniejszych różnic w strukturze kości (nawiązując do tematu, nawet nie spodziewałam się ile informacji może przekazać nasza czaszka). Autor czasami używa słów niezrozumiałych dla przeciętnego czytelnika, ale albo wytłumaczenie znajdujemy od razu w tekście albo w słowniczku, który znajduje się na samym końcu książki, na nawet znalazło się miejsce dla kilku obrazków, przedstawiających ludziki szkielet wraz z opisem poszczególnych kości.


Na mnie osobiście książka wywarła spore wrażenie, wcześniej nigdy nie interesowałam się pracą antropologów, czy nawet lekarzy sądowych, którzy zajmują się bardzo podobną brudną robotą. Nie spodziewałam się ile zamiłowania i fascynacji można wkładać w taką pracę, zawsze ta kojarzyła mi się z czymś obrzydliwym, no bo jak można lubić grzebać w ludzkich zwłokach, które są pełne robali i wydzielają zapach daleki od nawet najtańszych perfum. Jak się okazuje istnieją tacy ludzie, zupełnie normalni, nie będący cichymi zwyrodnialcami, chociaż kto wie co może człowiekowi odbić po latach pracy z trupami :) A jeśli chodzi o okładkę, to jeżeli można by było ocenić książkę po niej to musiałaby być świetna :)

Moja ocena : 8,5/10
Czytaj dalej »

poniedziałek, 2 lutego 2015

Ralph Sarchie, Lisa Collier Cool - Zbaw nas ode złego

6
Autor : Ralph Sarchie, Lisa Collier Cool
Tytuł : Zbaw nas ode złego
Tytuł oryginału : Deliver Us from Devil
Stron : 448
Gatunek : Horror



Wiecie po czym poznaje dobry horror? Po gęsiej skórce i po podskakiwaniu do góry przy najmniejszym i najcichszym niezidentyfikowanym dźwięku. Podobnie było i w tym przypadku, kiedy  ktoś brutalnie przerwał mi czytanie w momencie, kiedy byłam pochłonięta niczym innym, niż trawieniem egzorcyzmów. ;P Uwielbiam horrory w postaci filmu, kiedy wszytko mogę zobaczyć, a i wyobraźnia sama dodaje swoje szczegóły, jednak książka jest dla mnie zawsze wartościowsza, niezależnie od gatunku.  Nie trafiłam na książkę, która była by na tyle upiorna, żeby mnie przestraszyć, do tej pory.

Na samej okładce wielkimi literami widzimy napis - historia prawdziwa. Pytanie, czy jest to tylko chwyt marketingowy czy faktycznie opisane wydarzenia miały miejsce na prawdę. Autorem książki jest Ralph Sarchie, weteran nowojorskiej policji, który na co dzień walczy z przestępczością, a poza posterunkiem policji zajmuje się poskramianiem sił nieczystych, o których mówi " zło pierwotne". Wprowadza nas w świat egzorcyzmów i mrocznych rytuałów, o których przeciętny człowiek nie ma zielonego pojęcia, a zło może czyhać tuż za rogiem.

Kiedyś czytałam, że kiedy w nocy obudzimy się bez żadnego powodu, to bardzo prawdopodobne jest że ktoś aktualnie nas obserwuje. A najczęstszą godziną takich pobudek jest 3 nad ranem, gdzie dziwnym trafem jest to godzina duchów. Demony uwielbiają liczbę 3, zamęczając ludzi trzema niewinnymi stuknięciami, trzema sygnałami telefonu czy krokami tuż nad głową. Jak się okazuje może to spotkać każdego z nas. Niejednokrotnie w tekście znajdujemy ostrzeżenie autora, o tym żeby jak najmniej interesować się siłami nieczystymi, a najlepiej w ogóle o niech nie czytać, nie myśleć, ani nie oglądać. Skoro sam autor nas ostrzega, to po co piszę książkę, teoretycznie zmuszając nas do czytania i mimo woli myślenie o tym, czyli idąc tokiem myślenia autora, w takich momentach jesteśmy o wiele bardziej narażeni na atak demonów. Więc albo książka jest stekiem bzdur, albo jest pisana dla pieniędzy. Sama nie wiem co o tym myśleć. Tekst napisany bardzo realistycznie według mnie, a nawet na ostatnich stronach możemy znaleźć modlitwy, którymi autor posługuje się, aby odpędzać złe duchy. Nie ważne z jakich powodów była napisana ta książka, mnie się ona bardzo podobała, nawet na tyle, że  nie mogłam się od niej oderwać, a w momentach gdzie byłam już zmuszona ją odłożyć, cały czas wracałam do niej myślami. Właśnie takich cech szukam w dobrej książce, a niestety nie często trafiam na takowe. Uczucia autora przelewają się na czytelnika, przez co czyta się jeszcze lepiej. Moim zdaniem książka nie ma minusów. Autor poukładał historie od najstraszniejszych, od których na prawdę wieje grozą, do tych lżejszych, chyba że już podczas czytania na tyle uodparniamy się na strach, że nie robią już na nas takiego wrażenia. Gdybym to ja redagowała tekst, ustawiłabym odwrotną kolejność, od lżejszych do straszniejszych, chociażby z tego powodu, aby lepiej przygotować czytelnika na kolejne zdarzenia, ale mi osobiście w odbiorze tekstu taka kolejność kompletnie nie przeszkadzała. Książkę polecam fanom horrorów, w innym przypadku koszmary senne gwarantowane :)

Moja ocena : 9,5/10
Czytaj dalej »

środa, 21 stycznia 2015

Jodi Picoult - Świadectwo prawdy

0
Autor : Jodi Picoult
Tytuł : Świadectwo prawdy
Tytuł oryginału : Plain truth
Stron: 439
Gatunek : Literatura piękna 



Jakoś rzadko zdarza mi się czytać obyczajówki, niestety sama nawet nie potrafię wytłumaczyć dlaczego je omijam, nawet jeśli zazwyczaj spotkania z nimi dobrze wspominam. Podobnie było i w tym przypadku.  Jest to moja o ile się nie mylę druga książka Jodi Picoult i jest to udane podejście. Jodi piszę książki o tematyce życiowej, które mają okazję zdarzyć się na prawdę, zazwyczaj są to tematy bardzo trudne i traumatyczne.

W oborze na farmie zamieszkanej przez rodzinę amiszów, zostaje odkryte ciało noworodka. Pojawia się pytanie kto może być matką dziecka, kiedy na farmie rodzina zarzeka się, że żadna z kobiet nie była ciężarna. Tak więc pojawia się pytanie skąd wzięło się dziecko? Szybko wychodzi na jaw, że prawdopodobnie matką jest osiemnastoletnia córka amiszów, która z kolei nie chce się przyznać, uciekając się do zaprzeczanie faktu, że żadnej ciąży nie było, mimo pozytywnych wyników badań jakie przeszła. Zostaje ta oskarżona o morderstwo, a jej adwokatem zostaje Ellie Hathaway, która utrzymuje, że będzie pilnować oskarżonej, przez co jest zmuszona przeprowadzić się na farmę i nauczyć się żyć bez wszelkich udogodnień techniki. Musi nauczyć się rozumieć swoją klientkę, ucząc się obejmujących zasad wśród społeczności amiszów. Sprawa okazuje się nie być tak łatwą do rozwiązania jak nam się wydaje.

Ze społecznością amiszów miałam jedynie do czynienia oglądając kilka razy program telewizyjny " Zbuntowani amisze" czyli zaledwie "skubnęłam" tematu, ale dzięki czemu mogłam sobie chociaż trochę wyobrazić to jak wyglądają, a w całej reszcie pomogła mi autorka, bardzo mocno zagłębiając się w życie tej społeczności, przybliżając nam ich codzienne życie, bez elektryczności, samochodów, alkoholu czy hucznych zabaw. Czy potrafilibyście sobie wyobrazić życie bez telefonu, komputera czy telefonu, włączając do tego całkowity brak prądu? Myślę że nie, jesteśmy już tak przyzwyczajeni do tych udogodnień, że w momencie jakby tego zabrakło nie wiedzielibyśmy co ze sobą zrobić. "Świadectwo prawy" jest pozycją która łączy ze sobą wątki obyczajowe, ale i trochę wątków kryminalnych. Do ostatnich stron nie wiemy do końca co tak na prawdę się wydarzyło w stodole. Zadajemy sobie pytanie czy Katie upierająca się przy swojej amnezji, spowodowanej szokiem poporodowym jest kolejnym kłamstwem, jakim ubarwia swoja historie, próbując przekonać wszystkich, że to nie ona jest winna morderstwa, czy też mówi prawdę. Otóż jej słowu nie bardzo idzie ufać, o czym przekonujemy się w trakcie czytania. Jednak wszystko ma swoje powody, a tym jest wychowanie amisza, który utwierdza się w przekonaniu że jeśli  wyzna swoje winy, nawet jeśli te nie będą prawdziwe, wszytko zostanie mu przebaczone. Takimi przekonaniami kieruje się Katie, nie orientując się jak wygląda życie w normalnych świecie. Lektura bardzo wciąga i nie pozwala nam oderwać się od zamkniętego świata amiszów. Książka do najkrótszych nie należy ale czyta się ją bardzo szybko. Dodatkowym plusem jest zakończenie, które mnie osobiście bardzo zaskoczyło. Czy polecam? Jak najbardziej, każdemu ;)

Moja ocena : 8,5/10
Czytaj dalej »

środa, 7 stycznia 2015

Nicholas Sparks - Bezpieczna przystań

3
Autor : Nicholas Sparks
Tytuł : Bezpieczna przystań
Tytuł oryginału : Save heven
Stron : 424
Gatunek : Romans



Kiedyś uwielbiałam książki Nicholasa Sparksa, gdy tylko szłam do biblioteki szukałam wzrokiem tych tytułów których jeszcze nie miałam okazji przeczytać, a to było dość trudne, bo te rozchodziły się jak świeże bułeczki. Teraz już trochę nie rozumiem mojej fascynacji tym autorem, może dlatego, że jestem trochę starsza, bądź tematyka zaczęła mnie już przytłaczać. Mimo to kiedy zobaczyłam "Bezpieczną przystań" skusiłam się na zapoznanie z tą historią.

W małym miasteczku znajdującym się na południu USA przyjeżdża młoda kobieta. Ta wyraźnie skrywa jakąś tajemnice, ograniczając informacje o sobie, żyje odosobniona od reszty mieszkańców. Zachowuje dystans do momentu kiedy poznaje Alexa, właściciela miejscowego sklepu i samotnego ojca dwójki dzieci. Jednak mimo szczęścia jakie zaczyna gościć w jej nowym życiu, nie może odmienić swojej szarej przeszłości. Dzięki zmianie tożsamości i ucieczce od męża tyrana, próbuje żyć normalnie, jednak czy jej się to uda?


Czym byłaby książka Sparksa bez nieszczęśliwej miłości, problemów i śmierci, szczególnie któregoś z bohaterów? Oczywiście niczym. Autor nadal kroczy swoim utartym schematem beznadziejnej sytuacji, następujących potem kilku chwil szczęścia, zakończywszy rozpaczą. Teoretycznie nie musiałam nawet czytać całej książki żeby wiedzieć jak mniej więcej potoczy się akcja. Sparks jest beznadziejnie przewidywalny, gdzie czasami kilkanaście stron wcześniej już wiemy co będzie dalej, a to zdecydowanie nie jest cecha pożądana w dobrej książce. Jednak gdyby to była pierwsza książka tego autora którą miałabym okazje czytać, podejrzewam, że byłabym zachwycona sposobem pisania i ubrania w słowa smutnej miłosnej historii. Tym razem Sparks wplótł w historię nawet trochę duchów co dla mnie jest nowością, otóż stworzył postać zmarłej żony Alexa. A co mnie najbardziej irytowało? Gdybym miała więcej czasu to przeliczyłabym ile razy pojawiło się słowo " żona " czy " mąż". Nie mam pojęcia czy nawalił sam autor czy tłumacz miał ograniczony język, przez co odnosiłam wrażenie chwilami że czytam książeczkę dla dzieci a nie literaturę dla dorosłych.

Moja ocena : 6,5/10
Czytaj dalej »

piątek, 2 stycznia 2015

Stephen King - Misery

2
Autor : Stephen King
Tytuł: Misery 
Tytuł oryginału : Misery
Stron : 334
Gatunek : Horror



Znalazłam jedną z nielicznych książek Kinga w mojej bibliotece, której jeszcze udało mi się nie przeczytać. Prawdopodobnie dlatego, że jest cieniutka i jej nie dojrzałam na półce wcześniej :P. Tak więc oprócz nazwiska na okładce do przeczytania zachęciło mnie zdanie które w moim wydaniu ( a jest one starsze nawet ode mnie ! :) znajdowało się na dole wypisane wielkimi literami - " Najbardziej przerażająca powieść Kinga "- no to jak mogłam przejść obok niej obojętnie?

Głównym bohaterem jest Paul Sheldon, popularny powieściopisarz, który zaliczył na swoim koncie sukces serią książkową o Misery. Jednak po kilku wydanych tomach ma dość bohaterki, a najlepszych sposobem do uwolnienia się jest uśmiercenie Misery. Pewnego razu podczas śnieżycy samochód Paula wpada w poślizg i ulega wypadkowi. Nieprzytomny zostaje przetransportowany do domu Annie, byłej pielęgniarki, która wbrew pozorom zaciekle dba o zdrowie Sheldona, usztywniając połamane nogi i karmiąc go lekami przeciwbólowymi. Annie okazuje się być niespełna rozumu psychofanką Misery oraz Paula, przez co jedynym ratunkiem dla mężczyzny jest ożywienie zmarłej bohaterki przez napisanie kolejnej części.

Książkę czytałam w częściach, bo rozpadała się w rękach, dzięki czemu okładka leżała sobie spokojnie obok, a kartki fruwały. Nie miałam serca zostawić takiej jej okaleczonej, więc trochę ją posklejałam, ale ostatecznie uznałam, że operacje dokończę po przeczytaniu, bo 2 bloczki, jeden po 200 kilka, a drugi liczący  100 parę stron czyta się wygodniej.  Tak więc czy mogę uznać, że ta powieść jest jedną z najstraszniejszych ? Miałam nadzieję, że faktycznie odczuje strach i gęsią skórkę, niestety nie, ale co nie oznacza, że historia była zła. Bardziej niż straszna, określiłabym ją mianem obrzydliwej, pełnej bólu i krwi. Na całe szczęście nie ruszają mnie sceny amputacji, także bez problemu mogłam czytać bez przerywania lektury, nawet przy talerzu pełnym jedzenia :) Autor jak zawsze odwalił kawał dobrej roboty, nie brakuje atrakcji, napięcie wzrasta wraz z przewijaniem kolejnych stron. Nieprzewidywalność to jedna z cech charakterystycznych Kinga. Bohaterowie, mimo tego że jest ich mało, bo praktycznie tylko dwóch, są bardzo ciekawie wykreowani, poznajemy ich sposób myślenia, wkraczamy w progi domu osoby psychicznie chorej, pozbawionej hamulców moralnych. Jedynym minusem jaki znalazłam są fragmenty książki którą pisał Paul - niczym brazylijski serial, zawiewający tandetnym romansidłem. Jedynie w tych momentach odczuwałam lekkie znużenie, cała reszta jest pisarskim majstersztykiem.


Moja ocena : 8/10
Czytaj dalej »